BoltRead

Język Polski, 1920, nr 3 (maj/czerwiec)

by Kazimierz Nitsch

pl · ~60 min at 250 WPM

Od XVI wieku polski rym opierał się na zgodności zakończeń wierszy od ostatniej akcentowanej samogłoski. Kazimierz Nitsch w tym artykule z „Języka Polskiego" (1920, nr 3) opisuje narodziny nowej zasady rymowej, w której spółgłoska kończąca wiers staje się obojętna — zarówno co do istnienia, jak i jakości. Autor zbiera liczne przykłady z prasy i tomików najnowszych poetów, między innymi Iwaszkiewicza, Tuwima, Słonimskiego, Wierzyńskiego i Karskiego, pokazując rymy typu „kruchy—baumkuchen" czy „flecista—świstał". Dowodzi, że nie chodzi o przypadkową licencję, lecz o świadomą tendencję, której źródłem jest często wschodniogalicyjska wymowa.

Tekst łączy ścisłą analizę językoznawczą z obserwacją żywej praktyki literackiej, wiążąc zmiany w rymie z historyczną ewolucją polskiej wymowy oraz z dialektalnym podłożem kresów. Praca Nitscha ma znaczenie jako wczesne, wnikliwe świadectwo przemian w poezji Skamandra i pokrewnych środowisk. Pokazuje, jak fonetyka, geografia i estetyka splatają się w kształtowaniu wersyfikacji, i pozostaje cennym dokumentem polskiej myśli filologicznej początku dwudziestego wieku.

Read this book

How it begins

Od XVI w. normalny rym polega w poezji polskiej na zgodności zakończeń wierszy począwszy od ostatniej samogłoski akcentowanej . Dobremi rymami są więc np. f·alą—pow·alą lub świ·ęto—ż·ęto , a także mgł·a—gr·a , za złe uważa się: bł·yskiem—wsz·ystkiem , sf·erach—czt·erech i t. p. Zgodność ta ma być głosowo-słuchowa , rzecz prosta, skoro rym jest jedną z muzycznych cech wiersza. Rymowanie wzrokowe , każące np. jako parę do chm·ury pisać też g·ury , pojawiało się czasem, ale z natury rzeczy nie mogło się stać obowiązującą zasadą. Naodwrót, z biegiem czasu, gdy wymawianie polskie zaczęło ulegać koniecznym historycznym zmianom, nastąpił rozbrat między niem a konserwatywniejszą pisownią, powstały nieznane w XVI wieku rymy: wr·óci—porz·uci , kobi·écy—okol·icy , m·arzę— k·ażę , przep·adnę—bezwł·adne , g·arnka—kuch·arka , p·opadł—list·opad , od końca XVIII w. nawet: piech·otą—zł·oto, wi·eńce —r·ęce , nie mówiąc już o pomniejszych niezgodnościach wzrokowych , będących jednak, głosowo dla większości Polaków ze sfer kulturalnych rymami bez zarzutu. Ten stan rzeczy trwał bez ważniejszych zmian przeszło sto lat, dopiero w ostatnim ich dziesiątku zaczyna się pojawiać pewne dążenie, mające znamiona nowej rymowej zasady. Zacznę od przykładów. Oto p. M. Rz. rymuje w »Kurjerze lwowskim« z 25 grudnia 1919: Śnieżnym obrusem ziemia przykr· yta Na wielkie gody—wigilji święto. Światka gwiazd jasne płoną w błęk· itach , Jeno, że złotych brak snopów ż· yta .

Text from Project Gutenberg, public domain.