BoltRead

Menazerya ludzka

by Gabriela Zapolska

pl · ~180 min at 250 WPM

Menażeria ludzka to zbiór satyrycznych nowel i obyczajowych szkiców Gabrieli Zapolskiej, w których autorka portretuje galerię ludzkich typów, nadając każdemu zwierzęce miano — Żabusia, Koteczek, Kozioł ofiarny, Kundel, Oślica, Małpa czy Szakale. W otwierającym tom obrazku poznajemy Żabusię, rozkoszną, jasnowłosą kobietkę o dziecinnym śmiechu, ubóstwianą przez męża, rodzinę i służbę. Pod maską naiwności i niewinności kryje się jednak istota kapryśna, próżna i bezwzględna, która łagodnie tyranizuje najbliższych, a powabna fasada powoli odsłania mielizny charakteru.

Zapolska, mistrzyni naturalistycznej obserwacji, demaskuje obłudę mieszczańskiego życia, fałsz konwenansów i drobne okrucieństwa ukryte za pozorami domowego szczęścia. Zestawiając ludzi ze zwierzętami, obnaża instynkty, egoizm i moralną pustkę swoich bohaterów, zwłaszcza w sferze małżeństwa i kobiecej kondycji. To przenikliwy, ironiczny portret społeczeństwa końca XIX wieku, który do dziś zachwyca ostrością spojrzenia i bezlitosną prawdą o ludzkiej naturze.

Read this book

How it begins

W tekście zachowano oryginalną ortografię i interpunkcję, nawet w przypadkach, gdy różniły się one od współcześnie obowiązujących. Poprawiono jednak kilka błędów, które wyglądały na omyłki drukarskie. Zmienione zwroty oznaczono podkreśleniem przerywaną linia, tekst pierwotny powinien pojawić się po najechaniu nań myszką . Pełna lista wprowadzonych zmian znajduje się na końcu pliku. Gabryela Zapolska. MENAŻERYA LUDZKA. Żabusia ; Koteczek ; Kozioł ofiarny ; Kundel ; Oślica ; Kukułka ; Lewek ; Małpa ; Szakale ; Papuzia ; Bydlę ; Gołąbki . WARSZAWA. Wydawnictwo „Przeglądu Tygodniowego”. 1893. Дозволено Цензурою. Варшава, 28 Aвгуста 1892 г. W Drukarni „Przeglądu Tygodniowego”, Warszawa, Czysta No 4. MENAŻERYA LUDZKA. I. Żabusia. Była jasną blondynką, jasną jak słońce promienne... Drobna jej, maluchna buzia różowa i biała — śmiała się jakimś dziecinnym, naiwnym śmiechem, żłobiącym w pulchnych policzkach dwa rozkoszne dołki. Z całej jej postaci zdawała się wydzielać woń, właściwa różowym hyacyntom, a gdy ubrana w różowe „matinée”, przesuwała się ze śmiechem z pokoju do pokoju — jakaś srebrna smuga znaczyła jej przejście, smuga, którą pozostawia po sobie wschodząca jutrzenka. Śmiała się ona zawsze, ta rozkoszna, jasnowłosa kobietka — śmiała się leżąc jeszcze w kołysce, potem u kratek konfesyonału — wreszcie u stopni ołtarza, gdy wlokła za sobą szumiący tren jedwabnej białej szaty. Śmiech powitał nawet krzyk jej córki — bo nawet w cierpieniach umiała coś zabawnego wynaleźć. Była bardzo pobożną i codzień prawie biegała do kościoła.

Text from Project Gutenberg, public domain.